Nieznany "dozwolony użytek utworów chronionych"

Kilka dni temu obiegła internet wiadomość o wkroczeniu wczesnym rankiem połączonych polsko-niemieckich sił policyjnych do mieszkań podejrzewanych o piractwo administratora i tłumaczy serwisu napisy.org, na wniosek Fundacji Ochrony Twórczości Audiowizualnej (FOTA).
W komunikacie natychmiast obwieszczono, że policja "zabezpieczyła też komputery z nielegalnym oprogramowaniem i 2 tys. pirackich filmów".

Nie wnikając w szczegóły tej akcji, winy lub jej braku (polecam komentarze w serwisie "VaGla.pl - Prawo i Internet": ( http://prawo.vagla.pl/node/7266, chociażby cytowany tam wyrok sądu: "Dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości" ). Zaznaczam, że opinie nie są jednoznaczne. Ja chciałem się jednak skoncentrować na ubocznych skutkach.

Akcja przeprowadzona przez policję na wniosek FOTY. Dlaczego nie poszkodowanych koncernów? Zapewne jakimś racjonalnym argumentem jest wygoda. Jedno ciało reprezentuje interesy jakiejś liczby zainteresowanych. Choć faktycznie tych ciał jest więcej, np. BSA, SPAV, IFPI, Zaiks. Nie zapominajmy, że obok oficjalnych powodów zwykle leżą te nieoficjalne - w tym przypadku, koncerny fonograficzne, wytwórnie płytowe i filmowe, monopoliści rynku oprogramowania - wizerunek żadnej z nich nie może ucierpieć procesem giganta z pojedynczymi internautami bądź serwisami internetowymi.

Co to znaczy zabezpieczono określoną liczbę pirackich filmów? O ile kopię filmu, który jeszcze nie nie ukazał na rynku, bądź ukazał sie wyłącznie w wersji dla kin, można z dużym prawdopodobieństwem uznać za piracką, o tyle całą resztę już nie.
W naszym prawodawstwie funkcjonuje sformułowanie "Dozwolony użytek chronionych utworów" art. 23-35 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zwanej dalej ustawą, zatem co mi wolno?

  • mogę zrobić kopię zakupionego dvd (producenci uniemożliwiają skorzystanie z tego prawa wprowadzając zabezpieczenia przed kopiowaniem)
  • mogę wypożyczyć do obejrzenia płytę dvd babci, cioci lub przyjaciółce
  • mogę dać dziecku płytę dvd, żeby zaniosło do szkoły bądź przedszkola i zorganizować projekcję dla całej klasy (wytwórnia Warner Bros jeszcze na początku bieżącego roku umieszczała na swoich nośnikach takie ostrzeżenie: " Użytkowanie płyty w takich miejscach, jak (…) szkoły itp. możliwe jest tylko po uzyskaniu zezwolenia od dystrybutora. (…) Naruszenie wyżej wymienionych zastrzeżeń grozi sankcjami cywilnymi i karnymi z pozbawieniem wolności włącznie"). Zobacz więcej tutaj: Sprzedawcy DVD straszą klientów, oraz tutaj: Postępowanie UOKiK przeciwko Warner Bros
  • mogę nagrać program telewizyjny, film czy serial
  • "osoba pozostająca (z mną) w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego" (art. 23 ustawy) może nagrać dla mnie jakikolwiek program z telewizji publicznej, a nawet kablowej, której ja nie opłacam
  • związek osobisty może być zawarty z osobą poznaną w internecie, w ustawie cyt. "brak jest podstaw dla wprowadzenia wymogu komunikacji bezpośredniej jako warunku powstania związku osobistego"

Zrozumiały jest dla mnie pęd do zysku właścicieli tzw. praw autorskich, często zresztą właścicielami nie są autorzy, tylko wydawcy, którzy prawa te nabyli na mocy kontraktów. Nie potrafię jednak zrozumieć szacunkowych strat, które zwykle są podawane w takich sytuacjach: "(…) Połowa dostępnych (na rynku) kopii jest nielegalna, a straty z tego tytułu wynoszą 380 mln zł. - Lwią część powoduje właśnie wymiana filmów przez internet - Mariusz Kaczmarek, dyrektor generalny FOTA.
Szacunkowe wyliczenia nie biorą zupełnie pod uwagę ilości jaką rynek w Polsce byłby w stanie wchłonąć przy obecnych cenach, wyliczenia ignorują także fakt, że istnieje "dozwolony użytek utworów chronionych" i duża część tych "nielegalnych kopii" jest legalna, a nawet nielegalne kopie, które znajdują się w obiegu generują zainteresowanie oferowanymi legalnymi produkcjami.
Części wydawców można nawet zarzucić niewdzięczność, ponieważ przez lata budowały swoją markę na pirackich kopiach, którą dzisiaj, przy ugruntowanej pozycji pragną zwalczać. Weźmy np. obecnego monopolistę Microsoft, wydawany przez koncern Windows95 nie posiadał żadnych zabezpieczeń, Windows98 zaledwie serial, a nawet dzisiaj Jeff Raikes, szef biznesowego działu Microsoftu, był w stanie powiedzieć, cyt.: "Jeśli musicie kraść oprogramowanie, to najlepiej nasze", sam przyznaje, że taki efekt istnieje: "Zdajemy sobie sprawę z tego, że na dłuższą metę jednym z naszych podstawowych atutów jest ogromna rzesza użytkowników. Wiemy, że znaczna część z nich korzysta z naszych systemów i aplikacji nielegalnie - sądzimy jednak, iż jest szansa, że piraci kiedyś wykupią licencję i staną się legalnymi użytkownikami".

W kontekście powyższych informacji istnieje wiele sytuacji, w której napisy do filmów mogą służyć legalnemu użytkowaniu utworów chronionych. Nie zakładam, że wyłącznie (ewidentnym naruszeniem praw autorskich jest udostępnianie filmów, które nie pojawiły się jeszcze na rynku, czy napisów do nich - to już dyskusyjne), jednak - osoby niesłyszące, osoby, które zakupiły wydawnictwa z niskiej jakości napisami, osoby, które otrzymały od przyjaciół z zagranicy programy telewizyjne, głownie seriale, tam dostępne.

Przygnębiający jest także fakt, że akcje jak wspominana, mają nie tyle na celu zlikwidowanie jednego czy dwóch serwisów internetowych, czy uwięzienie kilkoro piratów (więcej piratów dzisiaj można spotkać na jednym z polskich stadionów), celem jest zastraszanie pojedynczych użytkowników, zamiast informować społeczeństwo o dozwolonym prawem obiegu utworów chronionych do społeczeństwa wysyła się komunikat o najściach prywatnych mieszkań.
Policja później wyjaśnia (jak np. częstochowska), że takich najść nie dokonuje - co nie jest zgodne z prawdą. W ubiegłym roku w moim mieście, policja zażądała od dostawcy internetu osiedlowego, który udostępnił swoim klientom hub DC, o wydanie transferów poszczególnych internautów i dokonała przeszukań około 20 mieszkań. Wkrótce sprawę przeciwko kablówce umorzono, postępowania przeciwko pojedynczym internautom zakończyły się często narzuconym "dobrowolnym poddaniem się karze", lub nadal trwają, prokuratura zarzuca im… paserstwo. Skutek jest taki, że pojawili się także policjanci-przebierańcy, a wpuścić policjanta prawdziwego przez próg, należy za potwierdzeniem jego oryginalności (licencja?) najlepiej przez 997.

Kto powinien informować jak legalnie użytkować "utwory chronione"? Odwiedziłem stronę donosiciela na napisy.org FOTA i zachęcam, żeby fundacja bardziej skoncentrowała się na punktach 1 i 2 swoich celów statutowych:

  1. prowadzenie wszechstronnych akcji informacyjnych w celu promocji znajomości oraz przestrzegania praw autorskich i pokrewnych;
  2. organizowanie seminariów i szkoleń mających na celu poprawę wiedzy w zakresie prawa regulującego działanie rynku audiowizualnego;

jeżeli nie słyszałeś o "dozwolonym użytku utworów chronionych" to utwierdzasz mnie w przekonaniu, że fundacja FOTA zaniedbuje swoje cele statutowe nr 1 i 2, i z tego powodu, dysponując minimalnymi środkami finansowymi, niniejszy tekst pragnie ją zawstydzić i przywołać do porządku. Co zresztą jest idealizmem, ponieważ ta fundacja, jak i inne zostały powołane w celu ochrony interesów firm i organizacji które je powoływały.

Wykorzystałem artykuły:
- Karolina Włodarska Dozwolony użytek utworów chronionych – część I ; część II

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.