Niedorobione Teksty

Felietonowanie, to trudna sztuka, wydaje mi się, że wiem co chcę przekazać, biorę sie za pisanie i ginę, gubię się w połowie tekstu, przykłady odwracają uwagę, treść zmienia wymiar… odnoszę wrażenie, że nie panuje nad tekstem. I padam. Powrzucam je tutaj:

Paul Potts, YouTube i prawa autorskie

Od 9 czerwca obserwujemy światowe turnee waliskiego sprzedawcy komórek, który podbił publiczność swoją interpretacją klasyku "Nessun Dorma" w programie "Britain's Got Talent". Jak to się stało, że jego sława obiegła glob? Przez pirackie nagranie z YouTube?

Rankiem 13 czerwca na forum Wiadomości24.pl pojawił się link do YouTube. Janusz Dymidziuk tajemniczo komunikował, musicie to zobaczyć. Podobnie rzecz się miała w setkach internetowych portalach. Globalne podaj dalej. Przyjąłem zachętę i jak tysiącu innym użytkownikom YouTube w ciągu czterominutowego klipu odebrało mi mowę a łzy napłynęły do oczu.
Jednak gdy otrząsnąłem się już z szoku i zacząłem racjonalnie myśleć, zaczęła mnie nurtować myśl. Czy dwaj internauci, którzy udostępnili klipy erront55 i myredroom (ta wersja pojawiła się dzień później znacznie lepszej jakości), złamali prawa autorskie brytyjskiej komercyjnej stacji ITV? Czy złamali też regulamin YouTube, którego fragment brzmi: "Do not upload any TV shows, music videos, music concerts, or commercials without permission unless they consist entirely of content you created yourself". Nad tą kwestią zastanawiałem się już kilka dni wcześniej gdy, po dramatycznym wypadku Roberta Kubicy w GP Canady Formuły 1, internauci umieścili klipy z tego wydarzenia w youTube. Klipy nie były wykonane własnym sprzętem, ale nagrane z telewizji Polsat, RTL, czy Eurosport, i mimo jasnych i wyraźnych ostrzeżeń, cytowany fragment regulaminu YouTube pojawia się podczas dodawania materiału do serwisu, administratorzy YouTube dopuścili je do publikacji. Wersja z arią Potts'a którą oglądałem wczoraj rano (230.000 odsłon) ma obecnie na liczniku ponad 580.000 i rośnie. Robert Kubica 404.000 odsłon. Liczba odsłon na youTube nie zmniejsza się mimo, że klipy z obu wydarzeń opublikowały także światowe portale, m.in. gazeta Wyborcza.

W naszym kraju po zablokowaniu przez policję serwisu napisy.org, po spektakularnej akcji na serwer dc++ w jednym z akademików, oraz po ujawnionych wczoraj nielegalnych materiałach na serwerze Uniwersytetu Warszawskiego trwa histeryczna nagonka na piratów, a żeby być ściślejszym, na internautów naruszających prawa autorskie.
W kontekście wspomnianych publikacji na YouTube, trzeba wspomnieć jeszcze o działaniach SFP (Stowarzyszenie Filmowców Polskich) i ZAPA (Związek Autorów i Producentów Audiowizualnych), które to zagroziły polskim klonom YouTube procesami Zobacz więcej.

Gdzie podział się rozsądek?

Sprawa wydawałaby się jasna i oczywista, gdyby nie to, że temat nie został wyczerpany. To nie jest wyłącznie kwestia: ukradł = złodziej, jak chcą przedstawić opinii publicznej wielkie koncerny, czy ich "zbrojne skrzydła", tak zwane organizacje antypirackie, finansowane z garnuszka producentów, żeby wymienić tylko BSA, RIAA, FOTA, ZPAV, ZAIKS, czy wspominane SFP i ZAPA.
Zastanówmy się co o "nielegalnym" opublikowaniu klipu sądzi Paul Potts? Myślę, że jest zachwycony rozgłosem, ale ktoś zaprotestuje, że Potts zapewne nie posiada praw autorskich, można zgadywać, że podpisał zrzeczenie się ich na korzyść stacji ITV. Zatem co na to stacja? Wraz z niesamowitym artystą obiegła internetowy glob także czytelna informacja o programie "Britain's Got Talent", ilu z was pomyślało, szkoda, że w Polsce nie mogę oglądać tego programu? Ile osób odpowiedzialnych za repertuar stacji pomyślało, "może by kupić ich licencję" - to nie jest gdybanie, wraz z klipem Potts'a oglądnąłem już nie mniej zdumiewającą Biankę Ryan, z która wystąpiła w programie America'a got Talent. Zbieg okoliczności? Gdzie… na YouTube 2.442.000 odłon!. Poznałem także sześcioletnią Connie Talbot 827.000 odsłon, sami zgadnijcie w jakim programie wystąpiła.

Sokar: "To jest starcie starego świata z nowym"

Administrator polskiego serwisu z napisami do seriali Sokra powiedział w wywiadzie dla Pulsu Biznesu: "Nie rozumiem, dlaczego wielkie koncerny medialne liczą straty, zamiast liczyć przyszłe zyski w sieci. Przecież jak mi się bardzo podoba jakiś film, (…) jadę do kina albo kupuję. Ale dużo łatwiej by mi było, gdybym mógł zapłacić i sobie go ściągnąć na legalu z netu. (…) Trzeba po prostu wyjść do ludzi, a nie zamykać się w hermetycznym opakowaniu" (Cały wywiad).

Wyobraź sobie, że wchodzisz do salonu samochodowego, w naszym kraju kradzież aut, to prawdziwa plaga. Pracownik salonu zaprasza cię grzecznie w drzwiach przed monitor, i puszcza kilkominutowy spot… myślisz możliwości oferowanych aut? Nie, ze spotu dowiadujesz się, że kradzież aut, to przestępstwo, zagrożone poważnymi sankcjami. Żart? Nie, gdy kupiłem płytę legalną DVD przywitał mnie właśnie taki spot: "You wouldn't steal a car - You wouldn't steal handbag - You wouldn't steal television - You wouldn't steal a movie - Downloading - Pirated - Films - is Stealing - Stealing - is against - the Law - Piracy. It's a Crime." (Więcej tutaj).
Polityka właścicieli praw autorskich jest jednak sztywna, taka postawa uraża wielu internautów, czego dowodem są powszechne w sieci głosy oburzenia, oraz zwykle mniej udane akcje nawołujące do bojkotu kin, artystów czy określonych wytwórni. Padają zarzuty, że wytwórnie zainteresowanie są ograniczeniem dostępu do swoich utworów, byle utrzymać wygórowaną cenę, oraz że zwiększenie sprzedaży przy proporcjonalnie niższej cenie nie leży w ich interesie.

Czy zmiany są możliwe?

Dobra wola producentów, tak nieugięta w stosunku do pojedyńczych internautów, czy malutkich serwisów internetowych, pojawia się dopiero gdy trafiają na równie potężnego partnera w negocjacjach. Youtube, kupione za 1,65 mld dolarów przez Google, zapowiedział w styczniu, że "pracuje nad technologią pozwalającą identyfikować utwory wykorzystywane w klipach użytkowników", utwór który będzie zawierał obce prawa będzie wstrzymywany, a YouTube będzie negocjować nabycie tych praw. Szczegółów nie podano, ale tort dostęp mogliby otrzymać wydawcy za pośrednictwem YouTube jest spory.
Spektakularne akcje obliczone na zastraszenie społeczności internetowej nie przynoszą rezultatów, może zatem przyszedł czas na inne rozwiązania.

Wiadomości24.pl Roczny niemowlak

(11.6.2007 w trakcie pisania)
wersja strony na dole pomoże ci się zorientować w ostatnich zmianach

Trzy pióra na moim koncie, to zabawna pomyłka i proszę nie przypisywać mi zbytniej skromności. Trafiłem do Wiadomości24.pl, po linku z gazetowego Gwar.pl, nie wiem co mnie uwiodło, może to, iż od razu wdałem się w "kłótnię" z Oliwią. A może zaimponował mi sukces koreańskiego OhMyNews. Jak wiele osób jestem pochłaniaczem informacji, rewolucja informatyczna trafiła na podatny grunt. Chyba jestem bardziej niż większość moich przyjaciół z w24 uczulony na punkcie manipulacji informacją, naprawdę bardzo denerwuję się gdy słysząc w mediach dwóch komentatorów wyciągających zupełnie przeciwstawne wnioski, okazuje się, że przytakuję obu.

Dziennikarstwo obywatelskie - uważam, że to nieszczęśliwe sformułowanie. Zapewne intencją osoby, która je ukuła było wyodrębnienie nowego zjawiska jakim było pisanie treści dziennikarskich, przez nieprofesjonalistów. Równie dobrze oddawałoby tę myśl określenie nienormalni bądź niezwykli dziennikarze.
Dziennikarstwo, które tutaj uprawiamy nie jest jednorodne, ale wywołuje pewną lawinę. GdyMart postanawiają pisać osoby nie związane obowiązkiem jaki wywołuje umowa o pracę bądź kontrakt, są wolni. Nie deprecjonuję tutaj profesjonalistów, ale są uwikłani "przez układ". Temat, termin, wierszówka, docelowy odbiorca, oglądalność, a do tego na dokładkę konferencje prasowe, materiały dla prasy, donosy dziennikarskie, całe to uwodzenie dziennikarzy, czasem nawet kreowanie wiadomości. Ciemna strona dziennikarstwa? Pieski posłów i posłanek w parlamencie, terier szkocki Tytus, pierwszy piesek Rzeczpospolitej. Śmiem twierdzić, że nikt, nawet najbardziej zakochany w pieskach, nie ma zamiaru o nich czytać w nagłówkach prascy codziennej, chyba że ewentualnie w prasie branżowej. Nie jest dla mnie niusem też wypowiedź dziennikarza o wicepremierze: "przestań pieprzyć", i oburzenie i przepraszani i cała otoczka.
Dlatego gdy dziennikarstwo zawodowe płynie głównym nurtem (mainstream), my obejmujemy nurty alternatywne. Gdy wybuchła teletubisiowa wojna, alternatywny strumień wytrysnął tutaj: Marta Wawrzyn: To manipulacja dziennikarzy, i to długo przed przyznaniem przez Wprost, że była to prowokacja. Zalecenia w sprawie określeń mama i tata w Szkocji. Sensacyjny news opublikowany przez Rzeczpospolitą, do dzisiaj przewija się w wypowiedziach polityków, na niego powoływał się minister Giertych w Heidelbergu. Dwóch blogerów sięgnęło o źródła i zwróciło uwagę, że owe zalecenia kierowane były do dzieci wychowywanych w partnerskich związkach, gdzie określenia mama i tata są niezręczne.

.
.
.
.
.
.
.

  • David Lubars, (agencja reklamowa Omnicom Group): "Konsumenci są jak karaluchy - spryskujesz ich spryskujesz, a oni natychmiast się uodparniają"
  • Dyrektorka szkoły z Evans w stanie Georgia: "Zdaję sobie sprawę, że to niedobrze brzmi 'uczeń zawieszony za koszulkę Pepsi w czasie dnia Coca-Coli'. To naprawdę byłoby jeszcze do przyjęcia […] , gdybyśmy byli tylko we własnym gronie, ale mieliśmy u siebie dyrektora regionalnego koncernu i ludzi, którzy specjalnie przylecieli z Atlanty, żeby wyświadczyć nam zaszczyt i wygłosić wykłady. Uczniowie wiedzieli, że będziemy mieć gości".

.
.
.
.
.
.
.

Dlaczego głupota przykuwa uwagę? / 20.05.2007

Czas zweryfikować swoje poglądy panowie profesorowie, albo przynajmniej, jeśli nie sam przekaz to jego formę. Dzisiaj odbiorca nie jest już nastawiony na przyjmowanie informacji, dziś chce ją kreować, dlatego przekaz musi mieć nisko zawieszoną poprzeczkę.

Klasycznym przykładem są komentarze w internecie. Rozsądne, rzeczowe wypowiedzi, często poparte wieloletnim doświadczeniem, czy tytułem naukowym… nie sposób wprost komentować. Cóż można powiedzieć? Racja? Zgoda?
Co innego głupota, skrajność, prowokacja, "jechanie po bandzie", im większy odchył w lewo, tym większa pewność, że znajdzie się bliźniaczy odchył w prawo. Jeden i drugi szybko znajdzie klakierów i potakiwaczy, swoje miejsce w pierwszym rzędzie zajmą szydercy i prześmiewcy. Oszczerstwo rzucone nie pozostanie bez odpowiedzi. Wirtualny brukowiec 24h.

Do takich przemyśleń skłoniły mnie nie tylko weekendowe marsze tzw. równości i tzw. wartościom chrześcijańskim, utwierdzam się w takim przekonaniu już od dłuższego czasu. Pierwszy raz dotarło to do mnie gdy premier Buzek, który stracił posadę w 2001 roku, firmując swoim nazwiskiem nieudolny rząd AWS-UW, "niespodziewanie" został wybrany do europarlamentu z największą w Polsce liczbą głosów.
Dzisiaj panowie Biedroń, który dziękował Bogu za pogodę i Giertych, których mimochodem wspomniał o "wstrętnych pederastach" doskonale rozumieją tę nową szkołę prostego przekazu. Ich nazwiska niczym markowe towary zwyżkują na politycznej giełdzie i ta hossa zdaje się wciąż szczytować.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.