2007.06.14 Paul Potts, YouTube, prawa autorskie. Ostra walka o wielkie pieniądze

Od 9 czerwca obserwujemy światowe turnee waliskiego sprzedawcy komórek, który podbił publiczność swoją interpretacją klasyku "Nessun Dorma" w programie "Britain's Got Talent". Jak to się stało, że jego sława obiegła glob? Przez pirackie nagranie z YouTube?

Rankiem 13 czerwca na forum Wiadomości24.pl pojawił się link do YouTube. Janusz Dymidziuk tajemniczo komunikował, musicie to zobaczyć. Podobnie rzecz się miała w setkach internetowych portalach. Globalne podaj dalej. Przyjąłem zachętę i jak tysiącu innym użytkownikom YouTube w ciągu czterominutowego klipu odebrało mi mowę a łzy napłynęły do oczu.

Jednak gdy otrząsnąłem się już z szoku i zacząłem racjonalnie myśleć, zaczęła mnie nurtować myśl. Czy dwaj internauci, którzy udostępnili klipy erront55 (usunięty) i myredroom (ta wersja pojawiła się dzień później znacznie lepszej jakości), złamali prawa autorskie brytyjskiej komercyjnej stacji ITV? Czy złamali regulamin YouTube, którego fragment brzmi: "Do not upload any TV shows, music videos, music concerts, or commercials without permission unless they consist entirely of content you created yourself".

Nad tą kwestią zastanawiałem się już kilka dni wcześniej gdy, po dramatycznym wypadku Roberta Kubicy w GP Kanady Formuły 1, internauci umieścili klipy z tego wydarzenia w YouTube. Klipy nie były wykonane własnym sprzętem, ale nagrane z telewizji Polsat, RTL, czy Eurosportu i mimo jasnych i wyraźnych ostrzeżeń, cytowany fragment regulaminu YouTube pojawia się podczas dodawania materiału do serwisu, administratorzy YouTube dopuścili je do publikacji. Wersja z arią Potts'a którą oglądałem wczoraj rano (230.000 odsłon) ma obecnie na liczniku ponad 580.000 i rośnie. Robert Kubica 404.000 odsłon. Liczba odsłon na YouTube nie zmniejsza się mimo, że klipy z obu wydarzeń opublikowały także światowe portale, m.in. Gazeta.pl.

W naszym kraju po zablokowaniu przez policję serwisu napisy.org, po spektakularnej akcji na sieć p2p Politechniki Poznańskiej, oraz po ujawnionych wczoraj nielegalnych materiałach na serwerze Uniwersytetu Warszawskiego trwa histeryczna nagonka na piratów, a żeby być ściślejszym, na internautów naruszających prawa autorskie. W kontekście wspomnianych publikacji na YouTube, trzeba wspomnieć jeszcze o działaniach SFP (Stowarzyszenie Filmowców Polskich) i ZAPA (Związek Autorów i Producentów Audiowizualnych), które to zagroziły polskim klonom YouTube procesami: (Zobacz więcej).

Gdzie podział się rozsądek?

Sprawa wydawałaby się jasna i oczywista, gdyby nie to, że temat nie został wyczerpany. To nie jest wyłącznie kwestia: ukradł = złodziej, jak chcą przedstawić opinii publicznej wielkie koncerny, czy ich "zbrojne skrzydła", tak zwane organizacje antypirackie, finansowane z garnuszka producentów, żeby wymienić tylko BSA, RIAA, FOTA, ZPAV, ZAIKS, czy wspominane SFP i ZAPA.

Zastanówmy się co o "nielegalnym" opublikowaniu klipu sądzi Paul Potts? Myślę, że jest zachwycony rozgłosem. Ktoś zaprotestuje, Potts zapewne nie posiada praw autorskich, można zgadywać, że podpisał zrzeczenie się ich na korzyść stacji ITV. Zatem co na to stacja? Wraz z niesamowitym artystą obiegła internetowy glob także czytelna informacja o programie "Britain's Got Talent", ilu z was pomyślało, szkoda, że w Polsce nie mogę oglądać tego programu? Ile osób odpowiedzialnych za repertuar stacji pomyślało, "może by kupić ich licencję" - to nie jest gdybanie, wraz z klipem Potts'a oglądnąłem już nie mniej zdumiewającą Biankę Ryan, która wystąpiła w programie America'a Got Talent. Zbieg okoliczności? Gdzie… na YouTube 2.442.000 odsłon! (usunięty). Poznałem także sześcioletnią Connie Talbot 827.000 odsłon (usunięty), sami zgadnijcie w jakim programie wystąpiła.

Sokar: "To jest starcie starego świata z nowym"

Administrator polskiego serwisu z napisami do seriali hatak.pl, Sokar, powiedział w wywiadzie dla Pulsu Biznesu: "Nie rozumiem, dlaczego wielkie koncerny medialne liczą straty, zamiast liczyć przyszłe zyski w sieci. Przecież jak mi się bardzo podoba jakiś film, (…) jadę do kina albo kupuję. Ale dużo łatwiej by mi było, gdybym mógł zapłacić i sobie go ściągnąć na legalu z netu. (…) Trzeba po prostu wyjść do ludzi, a nie zamykać się w hermetycznym opakowaniu" (Cały wywiad).

Wyobraź sobie, że wchodzisz do salonu samochodowego, w naszym kraju kradzież aut to prawdziwa plaga. Pracownik salonu zaprasza cię grzecznie w drzwiach przed monitor i puszcza kilkominutowy spot… myślisz, prezentacja możliwości oferowanych aut? Nie! Ze spotu dowiadujesz się, że kradzież aut, to przestępstwo, zagrożone poważnymi sankcjami. Żart? Nie, gdy kupiłem płytę legalną DVD przywitał mnie właśnie taki spot: "You wouldn't steal a car - You wouldn't steal handbag - You wouldn't steal television - You wouldn't steal a movie - Downloading - Pirated - Films - is Stealing - Stealing - is against - the Law - Piracy. It's a Crime." (Więcej tutaj).
Polityka właścicieli praw autorskich jest sztywna, jednym tchem wyliczają własne straty, nie wspominając słowem o nadzwyczajnych zyskach, jakie przynoszą koncernom medialnym ostatnie lata. Taka postawa uraża wielu internautów, czego dowodem są powszechne w sieci głosy oburzenia oraz zwykle mniej udane akcje nawołujące do bojkotu kin, artystów czy określonych wytwórni. Padają zarzuty, że wytwórnie zainteresowanie są ograniczeniem dostępu do swoich utworów, byle utrzymać wygórowaną cenę oraz, że zwiększenie sprzedaży przy proporcjonalnie niższej cenie nie leży w ich interesie.

Czy zmiany są możliwe?
Dobra wola producentów, tak nieugięta w stosunku do pojedynczych internautów, czy malutkich serwisów internetowych, pojawiła się dopiero gdy w negocjacjach trafił się równie potężny partner. YouTube, kupione za 1,65 mld dolarów przez Google. Współtwórca serwisu Chad Hurley zapowiedział w styczniu, że " trwają prace nad technologią pozwalającą identyfikować utwory wykorzystywane w klipach użytkowników" utwór, który będzie zawierał obce prawa będzie wstrzymywany, a YouTube będzie negocjować nabycie tych praw. Szczegółów nie podano, ale tort do którego dostęp mogliby otrzymać wydawcy za pośrednictwem YouTube jest łakomy. Zyski z reklam w serwisie idą w miliony. Spektakularne akcje obliczone na zastraszenie społeczności internetowej nie przynoszą rezultatów, może zatem przyszedł czas na inne rozwiązania.


- Pierwszy występ Paula Potts'a: http://www.youtube.com/watch?v=1k08yxu57NA
- Występ półfinałowy: http://www.youtube.com/watch?v=rDB9zwlXrB8
- MySpace / Paul Potts: http://www.myspace.com/paul_potts


Aktualizacja 12.12.2008: Część klipów w ciągu minionych 18 miesięcy została usunięta z YouTube zapewne na życzenie właściciela praw autorskich, to nie znaczy, że klipów nie można oglądnąć i to na tym samym serwisie. Przeciwnie, pojawiają się jak grzyby po deszczu (np. Connie Talbot ma ponad 34 mln odsłon), i nawet w wbrew woli właściciela praw, promują jego dzieło. Promują też twórców, którzy oddali prawa koncernowi medialnemu. Connie Talbot w tym roku wydała płytę, dla niej (raczej dla jej rodziców) obecność na YouTube z występem w Got Talent jest bezcenna.
W artykule przewidywałem, że pirackie kopie występu Paula Potts'a przełożą się na komercyjny zysk. Dzisiaj jesteśmy już po pierwszej polskiej edycji programu Mam Talent. Stacja TVN, która kupiła prawa nie ukrywała, że zainspirowała ich wzruszająca historia walijskiego sprzedawcy komórek, którego wizerunek zresztą wykorzystywała promując swój program.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.