2006 11 27 FIVB i paradoks małych wielkich punktów

Czy federacja piłki siatkowej zamierza wprowadzić kolejną rewolucyjną zmianę i zrezygnować z rozgrywania setów? Regulamin rozgrywek FIVB zdaje się to sugerować.

Mało kto dzisiaj pamięta, że sety siatkarskich meczów rozgrywano do 15 punktów, a nie jak dzisiaj do 25. Zdobyć punkt było znacznie trudniej, zaliczano go po wygranej piłce, wyłącznie przy własnym serwie. Wygraną piłkę przy serwie rywala nazywano "przejściem". Przy wyrównanej grze, gdy oba zespoły konsekwentnie pilnowały swojej zagrywki, mecz mógł trwać teoretycznie bez końca. Taka sytuacja w dobie planowanych transmisji telewizyjnych była nie do przyjęcia. Regulamin zmieniono, punkty zdobywa się za każdą wygraną piłkę, sety rozgrywa się do 25 punktów, komentatorzy przychylnie wypowiadają się o tym rozwiązaniu, choć nie zmieniło to ani długości meczów, ani faktycznego wyniku, gdyby zastosować starą punktację.

Zmierzch seta?

Siatkarski set od lat zachowuje swoją silną pozycję. Niezmiennie trzeba wygrać trzy partie i cokolwiek rywal mógłby zrobić, po przegraniu trzeciego seta, schodzi pokonany. Ostatnio jednak moja wiara w sety została mocno zachwiana.

W eliminacjach do tegorocznej Ligi Światowej Polacy i Serbowie solidarnie wygrali dziewięć meczów, ponosząc trzy porażki. Bilans setów, (Polska 31-19, Serbia 29-18), zdawał się sugerować, że to Polacy pojechali na finał Ligi Światowej do Moskwy. Nic bardziej błędnego, zwycięzcami grupy zostali Serbowie, a to dzięki tajemniczym małym punkcikom. Nie mogę ich nawet tutaj przywołać, bo internetowe serwisy z reguły nie umieszczają małych punktów w tabelach.

Paradoks małych punktów

Coraz częściej, przy kolejnych rozgrywkach fundowanych nam przez FIVB, fani bardziej niż sprawnością fizyczną swoich reprezentantów, interesują się bilansem małych punktów. Nawet na parkiecie dzieją się zadziwiające rzeczy - trener poucza swoich graczy, "oddajcie tę partię - odegramy się w następnym secie".

Choć to zdumiewające, taka jest prawda - zamiast wygrać 3:0 (25:23, 25:23, 25:23), lepiej wygrać 3:2 (23:25, 23:25, 25:20, 25:20, 15:10). Bilans małych punktów w pierwszym meczu będzie (75-69 +6 ), w drugim (111-100 +11 ).

Dlaczego małe punkty zrobiły taką karierę?

Nikt nie umniejsza ich znaczenia, przy równym bilansie setów, należałoby je policzyć przed ustaleniem ostatecznej klasyfikacji, w siatkówce przecież nie ma karnych. Ale dlaczego stawiać je ponad tak zwane duże punkty, czyli sety? Może następnym posunięciem FIVB będzie wyeliminowanie setów i rozgrywanie jednej partii do 75, 90, a może do 100 punktów i koniec. To tak jakby w piłce nożnej, przy równej ilości punktów, nie decydował bilans bramkowy, ale na przykład ilość wykonanych kornerów, czy mniejsza liczba popełnionych fauli. Obyśmy tego nie dożyli.

"Żeby zostać mistrzem, trzeba wygrać z wszystkimi"

Tę starą piłkarską regułę, wygłoszoną niegdyś przez Kazimierza Górskiego powinni przypomnieć sobie przed jutrzejszym meczem z Rosją polscy siatkarze. Choć chłodna niemiecka kalkulacja ciśnie do głowy myśl, że meczem z Rosją można zaprzepaścić 21 rzędem wygranych setów, pamiętajmy, że to nie mecz z Rosją da Polakom upragniony tytuł mistrzów świata. Aby osiągnąć szczyt trzeba pokonać Rosjan, Serbów, Bułgarów i Brazylijczyków, a jeżeli na końcu drogi, jakiś księgowy, odnotuje bilans setów 33-0 czy 33-8, to już nikt nie będzie pamiętał o pułapce małych punktów.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.