Wiadomości24 / Nie obniżajcie nam podatków!

Ręce precz od podatków, chciałoby się powiedzieć. Obniżanie podatków wg polityków rządzących zawsze idzie w parze z "nieobniżaniem wpływów do budżetu". Batalia o podatnika w Sejmie rozpoczęta.

Tegoroczna bitwa o podatki zaczęła się bardzo wcześnie. Aby nowe przepisy mogły obowiązywać, muszą być opublikowane do 30 listopada br., a przecież mamy dopiero koniec lipca. Nie zapominajmy jednak, że na jesieni czekają nas wybory samorządowe, dlatego magiczne dwa słowa: “obniżamy podatki” muszą odpowiednio zabrzmieć w uszach wyborców.

Odmrożenie progów podatkowych

Kosztowną obietnicą dla budżetu ma być odmrożenie progów podatkowych oraz kwoty wolnej od podatku. Tegoroczne progi, zamrożone od kilku lat, 37 024 zł i 74 048 zł, mają wzrosnąć do odpowiednio 43 405 zł i 85 528 zł, a kwota wolna wzrośnie z 2 790 zł do 3 013 zł. Progi szybko jednak zamarzną, już od 2009 roku.

Zamrożenie progów podatkowych to coroczne podwyższanie podatków. Już 10 lat temu Trybunał Konstytucyjny uznał zamrożenie progów za niezgodne z konstytucją, ale ówczesny rząd nie zrekompensował podatnikom strat. Dzisiaj rządzący uwalniają progi podatkowe. Ogłaszają przez tubę, że obniżają podatki, a tylko ich nie podwyższają. Natychmiast jednak rezygnują z obiecanych w kampanii wyborczej dwóch stawek podatkowych 18 i 32 proc., pozostając przy obecnych 19, 30 i 40 proc.
Jesienią ubiegłego roku dowiedzieliśmy się, że jest już za późno na obniżenie stawek w 2006 roku, dzisiaj dowiadujemy się, że w 2007 i w 2008 roku stawki pozostaną bez zmian. Mają zostać obniżone dopiero w 2009 roku. Czy nie jest to rok wyborów parlamentarnych?

Ulga prorodzinna

Jak rząd spełnia obietnice o ulgach prorodzinnych? W przyszłym roku ulga miałaby objąć rodziny z trójką dzieci, w 2008 roku z dwójką, a w roku wyborów 2009 nawet z jedynakami. Rząd zaproponował podniesienie kwoty wolnej o 572,54 zł na każde dziecko w rodzinach z trójką dzieci, zysk dla rodziny w pierwszym progu podatkowym wyniósłby rocznie około 325 zł na trójkę dzieci.

Kosmetyka w ZUS

Na plus należy zaliczyć obietnice obniżenia składek ZUS na ubezpieczenie rentowe z 13 proc. na 9 proc. i na ubezpieczenie chorobowe z 2,45 proc. na 1,8 proc. Te zmiany, oceniane przez komentatorów jako kosmetyczne, zmniejszają jednak koszty pracy i na pewno są krokiem w dobrym kierunku. Przede wszystkim brzmią dobrze medialnie. Dlaczego jednak nikt nie przypomina, że składka na ubezpieczenie rentowe powinna zostać obniżona już 2 lata temu po tym jak ZUS finansowo odczuł efekty zmiany definicji rencisty. Obecnie rencistą nie jest osoba chora, tylko niezdolna do pracy. Agent ubezpieczeniowy, który stracił jedno oko, po tych zmianach stracił jeszcze rentę, a gdyby piszący te słowa miał dzisiaj wypadek i stracił obie nogi - nie zasłużyłby na rentę, bo i tak jak każdy księgowy pracę ma siedzącą. Te zmiany spowodowały, że liczba rencistów w Polsce drastycznie spadła, a niezmniejszona składka na ubezpieczenie rentowe od dawna już zasila budżet Państwa.

Co w zamian?

Ale jak zadbać o nieobniżenie wpływów do budżetu? Rząd likwiduje kolejną ulgę podatkową na spłatę odsetek od kredytów mieszkaniowych - co trudn o uzasadnić przy obietnicach rządu w kwestii wspierania budownictwa mieszkaniowego. Z czyjej kieszeni jeszcze wyjąć pieniądze podatników? Od 2007 roku opodatkowaniu podlegać będzie dochód ze sprzedaży domu i mieszkania. Zamiast 10 proc. podatku od przychodu sprzedający zapłacą 19 proc. od dochodu ze sprzedaży nieruchomości.

Zapłacą też drobni przedsiębiorcy. Rząd likwiduje w 2007 roku ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, bardzo popularną formę uproszczonej księgowości, a w 2009 roku także kartę podatkową. Są to bardzo popularne i proste formy prowadzenia działalności. Przedsiębiorcy zapłacą więc nie tylko większy podatek, ale także zapłacą dodatkowo za prowadzenie księgowości, która na ryczałcie i karcie polegała praktycznie na ewidencjonowaniu przychodu.

Tradycyjnie Ministerstwo Finansów co rok podnosi składkę na ubezpieczenie zdrowotne, w 2007 roku będzie wynosić już 9 proc., ale "zapomina" podnieść prawo potrącenia zaliczki na podatek dochodowy. Od 2002 roku stoi sztywno na 7,75 proc. Zatem wpłacając 166,66 zł, można dziś potrącić podatek dochodowy o 147,61 zł - każdy przedsiębiorca w Polsce traci na tym co miesiąc 19,05 zł, a od 2007 roku będzie tracił miesięcznie 23,81 zł.
Na koniec sztandarowa propozycja obniżenia podatków: rząd zaproponował likwidację opłaty skarbowej przy składaniu podań, opłata taka miałaby być pobierana przy ich odbiorze.

Kiedy słyszę zwrot "obniżenie podatków", cierpnie mi skóra. Jeżeli na horyzoncie są jeszcze jakieś wybory, to można mieć nadzieję, że niektóre grupy podatników odczują obniżenie podatków, zawsze jednak inna grupa osób za te obniżki zapłaci. Ale jeżeli od piętnastu lat corocznie ten czy inny rząd mami nas obniżką podatków, a przy tym kurczowo pilnuje, aby wpływy do budżetu pozostały na tym samym poziomie - to po co zmiany w podatkach? Odnoszę wrażenie, że nie jest to batalia o podatki, ale o podatnika-wyborcę. Chciałoby się powiedzieć - ręce precz od podatków! Niech podatki pozostaną takie jakie są i niech nikt przy nich nie majstruje przez 10 lat.


2006.07.24 - Tekst opublikowany w serwisie dziennikarstwa obywatelskiego: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/2640.html

Chociaż tytuł powstał w mojej głowie, to jednak Piotr Skwirowski z Gazety wcześniej wyraził swój stosunek do rzeczywistości, i jemu się należy palma pierwszeństwa:

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.